Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4” – Jarosław Grzędowicz




Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4” – Jarosław Grzędowicz

     Witajcie, witajcie! Wracam do Was po dość długiej nieobecności, jeszcze bardziej zmęczony niż przed odpoczynkiem J. No, ale pośmalimy się, pożartowali, a teraz na poważnie: przed wami godne zakończenie epickiej, polskiej serii fantasy. Oto Vuko Drakkainen, powracający w wielkim stylu!
     Hmm, niestety powoli docieramy do końca epickiej wyprawy ratunkowej na Midgaard… Ale zanim on nastąpi, wiele może się jeszcze zdarzyć… Na przykład porwanie Filara, spotkanie z, jak to ich nazwał Vuko, „obłąkanymi czcicielami linii metra”, wielka wędrówka Kirenenów i ludzi Ognia do Lodowego Ogrodu… i, w końcu, ostateczna konfrontacja z oszalałymi ziemskimi naukowcami, w których niespodziewanie dużą rolę wzięły udział sopel lodu i pestka śliwki o prędkości ponaddźwiękowej. Nie, nie oszalałem. Ta książka po prostu łamie wszelkie normy fantasy, do tego wychodząc z tego starcia zwycięsko.
     No, nie będę się rozpisywał, ale… dzieje się wieeele rzeczy, których nie chcę zdradzać, gdyż najlepiej po prostu samemu o nich przeczytać. Warto. Naprawdę. Dlatego też, podsumowując, każdy wielbiciel gatunku, a także wszyscy pozostali, powinien przeczytać tą serię.
     Znajdźcie drogę!

Ktoś Ktosiowski

sobota, 26 stycznia 2013

„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3” – Jarosław Grzędowicz”



Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3” – Jarosław Grzędowicz”

     Witajcie, witajcie! Po jakże długiej przerwie, wracam spasiony pierogami i wigilijnym karpiem. A jako, ze za oknem mróz i śnieg, toteż i książka będzie w tych klimatach… taak, wy już wiecie o co chodzi nie? Nie, to nie jest kolejna część „Pieśni Lodu i Ognia”, a trzeci tom znakomitego polskiego mariażu fantasy i science fiction!
     Historia opowiedziana na kartach tej księgi kręci się głównie wokół (oczywiście) Vuko Drakkainena oraz Filara, syna Oszczepnika, a także tytułowego Lodowego Ogrodu – miejsca, uznawanego przez lud Wybrzeża Żagli za niebezpieczne i pełne Pieśni Bogów… Zatem przechodząc do fabuły: Ulf, wsiadłszy z kilkoma przyjaciółmi z Ziemi Ognia na lodowy drakkar, płynie na spotkanie z jego stwórcą, potężnym pieśniarzem, stwórcą wspomnianego Ogrodu, do tego pochodzącym z Ziemi. Natomiast Filar zostaje (na własne życzenie zresztą) sprzedany Ludziom Niedźwiedzi – jednemu z narodów mieszkających na Wybrzeżu Żagli – i oddzielony od swych ludzi. On i Benkej trafiają jako niewolnicy do domu Smildrun Lsniącej Rosą, N’dele jako wędrowny pięściarz rozpoczyna podróż ze swym nowym panem, a los Snopa pozostaje nieznany… Lecz Tohimon klanu Żurawia nie poddaje się łatwo i wiedziony swym sprytem rychło ucieka z niewoli, kierując się na północ, na spotkanie z człowiekiem, którego wypluły gwiazdy…
     No, Jarosław Grzędowicz raz jeszcze otworzył przed nami bramy owej krainy, nazywanej Midgaardem i chwała mu za to. „Pana Lodowego Ogrodu. Tom 3” czyta się równie łatwo, a nawet jeszcze bardziej, niż poprzednie części, dodatkowo pełen jest dobrego humoru i akcji… ale został popełniony poważny błąd w sztuce pisarskiej… Nie, żartuję, do tej książki nie sposób się przyczepić. J Polecam gorąco! 
     Znajdźcie drogę!

Ktoś Ktosiowski

niedziela, 16 grudnia 2012

„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 2” – Jarosław Grzędowicz




„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 2” – Jarosław Grzędowicz

     Witajcie, witajcie! Dziś opowiem wam o drugiej części znakomitej polskiej serii fantasy. Zapraszam na niezwykłą podróż do niegościnnej krainy, Midgaardem zwanej, pełnej dziwów i bestii – i tych normalnie potwornych, i tych w ludzkiej skórze…
     OSTRZEŻENIE: Teraz taka uwaga dla tych, co jeszcze nie czytali tomu 1: będę spoilerowal zakończeniem, a i początkiem tomu 2, tak więc najlepiej pominąć dwa następne akapit i przejść od razu dalej. J
     [SPOILER] No więc tak: jak wiadomo, van Dyken skazał Drakkainena na wegetację, przebijając włócznią i przemieniając w drzewo. Normalny człowiek by się załamał, ale nie Vuko… który dowiedział się że każdy przybysz z Ziemi ( w tym on sam) ma doskonałe predyspozycje do posługiwania się Pieśnią Bogów. Jak przystało na prawdziwego potomka Polaków, bohater wykorzystuje swą wrodzoną upartość (i moc, oczywiście), by jakoś się uwolnić od uroku… i w końcu mu się to udaje, kosztem jednak utraty swego największego atutu w tej niegościnnej krainie: cyfrala…
     Tymczasem w kraju Amitrajów, Terkej Tendżaruk (albo Filar, syn Oszczepnika, względnie jedna z wykreowanych przez niego postaci fikcyjnych) ze swoim sługą i przyjacielem Brusem, w przebraniu kapłana i jego akolity próbują przejechać przez miasto już opanowane przez kult Pramatki. Wszystko idzie zgodnie z planem… dopóki nie spostrzegają ich prawdziwi kapłani i nie zapraszają (a wręcz nalegają) na noc do Czerwonej Wieży – świątyni tej religii. I tam ich plany niemal biorą w łeb… [KONIEC SPOILERA]
     No już, oburzeni czytelnicy, koniec tego spoilerowania. A teraz do rzeczy: „Pan Lodowego Ogrodu. Tom 2” to kolejny kawał solidnego fantasy z domieszką science-fiction, odsłaniający coraz to nowe elementy układanki, jaką jest planeta Midgaard oraz rola bohaterów w jej losie. To dzieło czyta się bardzo szybko, a opisane jest tak barwnym językiem, że czasem można niemal ujrzeć przed oczyma przygody Vuko bądź Filara… Polecam bardzo gorąco!
     Znajdźcie drogę!

Ktoś Ktosiowski

     PS: By przeczytać tekst zaspoilerowany, wystarczy, że go zaznaczycie...

niedziela, 9 grudnia 2012

„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” – Jaroslaw Grzędowicz




„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” – Jaroslaw Grzędowicz

     Witajcie, witajcie! Nadszedł wielki dzień. Dziś oto recenzuję pierwszy tom sagi, która na zawsze zmieniła moje spojrzenie na temat science-fiction! Oto książka polskiego autora Jarosława Grzędowicza: „Pan Lodowego Ogrodu”!
     Cóż, zapytacie zapewne, jest takiego w tej książce, że wywarła na mnie takie wrażenie? Otóż… wszystko! I bohaterowie (o nich jeszcze się rozpiszę), i fabuła – kręta i grząska, a do tego wciągająca niczym bagno, i w końcu świat – obca planeta położona tysiące lat świetlnych od Ziemi. Planeta, na której naukowcy odkryli humanoidalną, cywilizowaną rasę!
     Ale, ale, przejdźmy do bohaterów, którymi są… Vuko Drakkainen , pół-fin,  pół-polak z Chorwacji, jednoosobowa ekipa ratunkowa, który (dzięki pasożytniczemu grzybowi w mózgu – cyfralowi) potrafi poruszać się z oszałamiającą prędkością i porozumiewać się z mieszkańcami Midgaardu (bo tak zwie się owa planeta) mimo, że ich języki słyszał pierwszy raz w życiu. Jego misją, na czas której przybrał imię Ulf Nitj’sefni (Ulf Nocny Wędrowiec), jest odnalezienie zaginionych ziemskich naukowców ze stacji badawczej na Wybrzeżu Żagli i dostarczeniu ich z powrotem na Ziemię. Oraz, jeśli będzie to konieczne, uprzątnięciu „bałaganu” jaki narobią…
     Drugim, lecz nie mniej ważnym bohaterem, jest Terkej Tendżaruk (znany też pod Kireneńskim imieniem jako Filar, syn Oszczepnika z klanu Żurawia), następca Tygrysiego Tronu Imperium Amitraju, którego spokojne i dostatnie życie przerwała rebelia, mająca na celu obalenia obcej, Kireneńskiej dynastii i przywrócenia chwały Pramatki. Jej przywódczynią była tajemnicza, władająca Pieśnią Bogów (lokalny odpowiednik „magii”) prorokini, która przybyła z martwej pustyni, czyniąc cuda… Teraz, celem Terkeja jest ucieczka z własnego, nagle nieprzyjaznego, kraju… By kiedyś tam powrócić i zaprowadzić porządek…
     Oto, w skrócie, bohaterowie i założenia fabularne „Pana Lodowego Ogrodu”, lecz jeśli myślicie, że to się już nie zmieni, to jesteście w wielkim błędzie, gdyż intryga w dziele Grzędowicza ciągle się zmienia, przeinacza i wzbogaca się w coraz to nowe wątki. Czytając tą książkę, niemal widzi się oczyma wyobraźni to, co się dzieje… co nie raz potrafi napędzić stracha, gdyż panuje tam dziwny, trochę mroczny nastrój: jest to bowiem świat Wojny Bogów, gdzie Zimna Mgła pojawia się i znika wszędzie, ożywiając zmarłych lub mordując żywych. Lub przywołując potworne bestie – Obudzonych. Nieraz podczas czytania ciarki potrafią przejść po plecach, na przykład przy spotkaniu Drakkainena z człowiekiem w połowie zamienionym w drzewo…
     Cóż, więcej spoilerować nie będę – lepiej samemu przeczytać tę książkę. Którą, nawiasem mówiąc, polecam bez zastrzeżeń.
     Znajdźcie drogę!

Ktoś Ktosiowski

niedziela, 2 grudnia 2012

„Smocze Gniazdo” – Romuald Pawlak




Smocze Gniazdo” – Romuald Pawlak
Pogodnik trzecie kategorii” – tom 3

     Witajcie, witajcie! Nieee, na kolejną część „Pieśni Lodu i Ognia” znów będziecie musieli trochę poczekać, ale mam dla was coś innego, niemal równie smakowitego: oto zwieńczenie prześmiesznej trylogii fantasy o magu – nieudaczniku!
     W głowie Rosselina już od pewnego czasu kołacze jedna myśl: uciekać, zaszyć się gdzieś daleko od pałacowych intryg, od niebezpieczeństw dworskiego życia,  od wścibskiego wzroku magów, podejrzewających go o pomoc zbiegłemu szalonemu magowi Irapiowi… oraz od ciągle wiszącego nad nim widma ślubu… Tymczasem Filippon, który przywłaszczył sobie wyspę ver Didloga (którą ten ostatni de facto oddał Rosselinowi), ma podobne plany. Problem w tym, że smokowi został przydzielony przez magów „opiekun”, który miał go obserwować, a w razie czego, podjąć odpowiednie kroki… W końcu jednak, przy pomocy szalonego planu oraz dziwnemu zbiegowi okoliczności, udało się im (tzn. Rosselinowi, Filipponowi i Anabell, narzeczonej maga) uciec z pałacu. Jedynym bezpiecznym miejscem, jakie im przychodzi do głowy, jest wyspa należąca do smoka… która, jak się okazuje, jest opanowana przez piratów. Nie jest to jednak problem dla smoka, który przemycił ze sobą potężną broń…
     No cóż, nie jest to może intryga jak w „Pieśni Lodu i Ognia”, ale… bardzo przyjemnie się to czyta. Pełno tu gagów, żartów sytuacyjnych, ale też trochę poważniejszych tematów… oraz zakończenie, które pozwala samemu dopowiedzieć sobie resztę historii. Ja personalnie nie przesadzam za takim rozwiązaniem, ale tu nawet dobrze to wygląda :) W każdym razie, gorąco polecam tą książkę każdemu fanowi fantasy.

Ktoś Ktosiowski

niedziela, 25 listopada 2012

„Wojna Balonowa” – Romuald Pawlak




Wojna Balonowa” – Romuald Pawlak            
Pogodnik trzeciej kategorii” – Tom 2

     Witajcie, witajcie! Po mojej tygodniowej nieobecności przybywam z nową recenzją! Oto „Wojna Balonowa”, druga część prześmiewczego cyklu fantasy o magu-nieudaczniku i jego smoku Romualda Pawlaka!
     Cóż by tu rzec… poziomem żartów, ta książka nie tylko nie odbiega od pierwszego tomu, ale i go przewyższa. Rzekłbym nawet, że wylatuje pod niebiosa – jak tytułowy balon. Mamy tu znów wiecznie pakującego się w kłopoty pogodnika trzeciej kategorii Rosselina, jego „skrzydlatą osterwaldzką jaszczurkę” o niewyparzonym pysku – Filippona, Zejfę d’Argilach, damę dworu cesarzowej… i jednocześnie panią wyżej wymienionych nierobów. Nie będę was „zanudzał” (taa :P) szczegółami fabuły, lecz mogę wam zdradzić kilka wątków, jak na przykład: problemy kolejnych zalotników Zejfy, psoty i złośliwostki cesarskiego karla Garzfula wymierzone w smoka (i to, jak Filippon mu za nie odpłacał), wątek ślubu Rosselina i Anabell (przed którą ten pierwszy nieodmiennie ucieka) i… sprawa smoczyc, które nieodmiennie zaprzątają myśli Filippona. Oraz mag, który ponoć widział smoki…
     Zapowiada się wspaniale czyż nie? No, a jest jeszcze lepiej! Ta książka jest po prostu przepełniona gagami i komicznymi sytuacjami (jak na przykład próba zdobycia zamku przy użyciu dywersji smoczej… i balonów). Same postacie nie są lepsze – na przykład Brunhild ver Didlog. Kto to, pytacie? Cóż, przeczytajcie, to się dowiecie!

Ktoś Ktosiowski

PS: W najbliższych dniach możecie się spodziewać obszernej recenzji, na którą zbierałem się od dłuższego czasu... Taak, wy już wiecie, że nadchodzi zima, prawda?

niedziela, 11 listopada 2012

„Czarem i Smokiem” – Romuald Pawlak




Czarem i Smokiem” – Romuald Pawlak
Pogodnik trzeciej kategorii” – tom 1

     Witajcie, witajcie! Cóż, za recenzję 3 tomu „Pieśni Lodu i Ognia” powoli się zbieram, ale jak na razie… Mam ochotę na coś lżejszego. I oto znalazłem. Przed państwem dobre, polskie fantasy… w bardzo lekkim, niemalże Pratchettowskim sosie J
     Akcja książki toczy się na terenach zajmującego prawie całkowicie „jedyny” kontynent świata imperium, którym z miasta Fert rządzi cesarzowa Joanna f’Imperte. Wspomniane miasto to gigantyczna metropolia, podzielona na Miasto Wyższe i Niższe. Jak łatwo się domyśleć, do wyższego ma wstęp arystokracja, do niższego plebs.
     Głównym bohaterem „Czarem i Smokiem” jest mag Rosselin, pogodnik trzeciej (najniższej) kategorii, który w Akademii nauczył się bardzo wielu rzeczy… „praktycznych” (jak perfekcyjna gra w oszukiwane rupikolo, czy włamywanie się do zamkniętych piwniczek z winem”), za to bardzo mało magii. Dość powiedzieć, że na trzeci stopień zdał wyłącznie z powodu zniecierpliwienia egzaminatorów i chęci pozbycia się kompletnego beztalencia, jakim był Rosselin, z tak dostojnej uczelni (jak dla mnie – troszkę jak Ricewind :D). W każdym razie, pierwsza praca maga okazała się fiaskiem – malarz Astrogoniusz przed wylaniem go, zapowiedział, że jeśli jeszcze zobaczy Rosselina w okolicach miasta, zabije go i przerobi na farby… Zrozpaczony mag-nieudacznik, który nie dostał nawet wypłaty, upija się do nieprzytomności w portowej spelunce, by następnie obudzić się już jako członek załogi „Aquary”, jako bardzo rzadki „morski mag”. Niestety, Rosselin nie należy do tej wyjątkowej grupy i, jak każdy mag, od słonej wody traci wszelkie moce (co w jego przypadku raczej niewiele zmienia). I tak zaczynają się jego przygody, przy których nawet heroiczna wyprawa w celu zniszczenia pierścienia, prowadzona przez niejakiego Gandalfa, zdaje się miłym spacerkiem :P A i postacie spotykane przez maga-nieudacznika są dość… niezwykłe, np.  pokraczny karzeł Garzful – pupilek cesarzowej; mąż Joanny f’Imperte, któremu ta nadała Góry Osterwaldu, gdzie mógł oddawać się swoim hobby… i nie przszkadzał jej w rządzeniu; w końcu tytułowy smok imieniem Filippon – chytra gadzina, obdarzona niesłabnącym apetytem… na alkohole i robaki.
     Jeśli lubicie fantasy - ta ksiązka jest dla was. Jeśli lubicie humor, ta ksiązka jest dla was. Jeśli zaś lubicie humorystyczne fantasy - po prostu musicie przeczytać "Pogodnika trzeciej kategorii". Gorąco polecam!

Ktoś Ktosiowski

PS: No, nagadałem się, nagadałem. I w ten sposób zmarnowałem czas, który mogłem przecież poświęcić na czytanie 2 tomu serii – „Wojny Balonowej”. No, ale już pędzę nadrabiać straty!¡Hasta luego!

czwartek, 19 lipca 2012

"Trzeci brat" - Maria Kruger


"Trzeci brat" - Maria Kruger
Ilustrowała: Ewa Frysztak - Witowska
Biuro Wydawnicze "Ruch"
Warszawa 1966 r.

     "Było to bardzo dawno. Tak dawno, że jeszcze chyba dawniej, niż wam się zdaje. W tych więc odległych czasach, których nikt już dokładnie nie pamięta, przywędrowało do Polski dwunastu braci, którzy zwali się Miesiącami.(...)"






.

wtorek, 17 lipca 2012

"Z przygód Krasnala Hałabały" - Lucyna Krzemieniecka


"Z przygód Krasnala Hałabały" - Lucyna Krzemieniecka
Ilustrował: Zdzisław Witwicki
Nasza Księgarnia
Warszawa 1985 r.


     "Był piękny dzień lipcowy. Pachniało wokoło zielem, truskawkami, miodem i różnymi kwiatami.
     Siedziałam sobie na wsi na ławeczce i patrzyłam, jak z boku, na zielonej trawce, wiatr rozdmuchiwał dmuchawce.
     A było bardzo ciekawe patrzeć, jak to robił.
- Wiuuu - dmuchnął raz lekko i już jednemu, drugiemu i piatemu dmuchawcowi spadał z głowy puszek wydmuszek, srebrny, zwiewny kapelusik. (...)"








piątek, 15 czerwca 2012

"O Halinie Poświatowskiej" - Mariola Pryzwan



„O Halinie Poświatowskiej" - Mariola Pryzwan

     „O Halinie Poświatowskiej” to książka niezwykła.
Przede wszystkim dlatego, że o niezwykłej kobiecie, która pisała niezwykłe wiersze.
O poetce, której życie było przepełnione po brzegi miłością i…śmiercią. I też dlatego, że Mariola Pryzwan, autorka książki, zafascynowana twórczością Haliny Poświatowskiej i jej życiem, zebrała wspomnienia i listy, które uzupełniają pierwszą biografię napisaną przez Małgorzatę Szułczyńską („Nie popełniłam zdrady. Rzecz o Halinie Poświatowskiej” 1990r.).
     Listy pisane przez poetkę i jej przyjaciół czasem są zwyczajne, czasem tchną literackimi przemyśleniami, a czasem opowiadają intymną część życia Haliny Poświatowskiej. Zadziwiające jak ludzie w różny sposób ją postrzegali - jako niespokojną, niepokorną, a zarazem delikatną i kruchą. Uwodzicielską, piękną lub też niezbyt ładną kobietę pełną refleksji, siły i...ułomności. To tak, jakby jej znajomi i przyjaciele pisali o różnych kobietach, a jednak opisywali jedną, za to niezwykłą dziewczynę napiętnowaną od wczesnych lat młodości myślami o śmierci, chorym sercu i miłości…
     To także po prostu ludzki dialog (czasem monolog) o życiu, pragnieniach, troskach ukryty pomiędzy wersami listów w kursujących po świecie kopertach. Szkoda, że dziś praktycznie nikt nie pisze już takich zwykłych-niezwykłych listów…
aulik

niedziela, 27 maja 2012

Achaja - Andrzej Ziemiański





Achaja - Andrzej Ziemiański
Tom 1, 2, 3

     Mam zaszczyt przedstawić kolejną klasykę polskiego fantasy: dzieło Andrzeja Ziemiańskiego pod tytułem "Achaja" Według mnie jest to po prostu majstersztyk: wciągająca seria o wojnach i intrygach, o losach całych krain, a jednocześnie o przeznaczeniu pojedynczych jednostek.
     Bohaterką serii jest młoda Achaja, córka Wielkiego Księcia Archentara z Troy. Jako dziecko dostojnika kraju Troy, musi odbyć obowiązkową służbę wojskową. Zwykle synowie i córki szlachty Troy są wysyłanie do jednostek, które nawet nie zobaczą żadnej bitwy, jednak w wyniku intrygi macochy Achaja zostaje wysłana do oddziału, który ma być przynętą na armię wrogiego cesarstwa Luan. Po klęsce jednostki, księżniczka zostaje wykorzystana do szantażu na jej ojcu, a następnie sprzedana do budowy cesarskiej drogi na pustyni, skąd nie ma ucieczki...
     Jednocześnie mag Meredith zostaje wybrany przez jednego z bogów jako następca Czarownika Zakonu, największego maga na świecie. Problem w tym, że sukcesja następuje poprzez walkę... Posłany przez boga mag spotyka po drodze Wirusa, narzędzie złego boga Sepha, stwórcy straszliwych Ziemcow. I choć wzdraga się przed pomocą zła, dowiaduje się od Wirusa wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że Sepha, swego stwórcę, Ziemcy nazywają Szatanem, a jego młodszego brata, usiłującego ich zniszczyć - Jezusem...
     W tym samym czasie stary (bo czterdziestoletni) pisarz świątynny Zaan spotyka Siriusa, podającego się za syna Wielkiego Księcia Oriona z Troy najemnego zabijakę, który potrafi zamordować człowieka za miskę strawy i parę miedziaków. Skryba wpada na pomysł, by uczynić coś, przez co wszyscy go zapamiętają - na zawsze zakończyć wieczne spory między Troy i Luan. Razem z Siriusem wyruszają do Troy, by popchnąć państwo do ostatecznej wojny...
    Brzmi ciekawie? A pomyślcie tylko, że to dopiero pierwsze paręset stron części pierwszej. Czy potraficie sobie wyobrazić, co stanie się potem? Nie, nie zgadujcie - najlepiej od razu przeczytajcie. Polecam naprawdę gorąco.

Ktoś Ktosiowski

wtorek, 15 maja 2012

"Cykl inkwizytorski" - Jacek Piekara



"Cykl inkwizytorski" - Jacek Piekara
Tomy 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 :D


     "Jestem sługą Bożym, młotem na czarownice i mieczem w ręku Anioła" - tymi słowami określa się bohater "Cyklu inkwizytorskiego", licencjonowany inkwizytor z Hez-hezronu, Mordimer Madderdin. Jako członek Świętego Oficjum mierzy się z siłami zła w świecie, w którym Jezus nie umarł na krzyżu, lecz zstąpił z niego, by wraz z apostołami wyciąć w pień pół Jerozolimy.
     Świat przedstawiony przez Jacka Piekarę jest szalenie intrygujący. Stanowi on alternatywną wersję naszego. Akcja ma miejsce na przełomie średniowiecza i renesansu, na terenach Imperium (mniej więcej tereny Cesarstwa Niemieckiego). Nasz Mordimer jest gorliwym wyznawcą Pana, wręcz fanatykiem. Podróżuje po terenie Imperium w towarzystwie Kostucha i Bliźniaków. Ten pierwszy to "przystojniaczek" - jego twarz zdobi potworna blizna, natomiast Bliźniacy to wyjątkowo niebezpieczni bandyci. Każdy z nich obdarzony jest niezwykłymi mocami: Mordimer potrafi podróżować do przerażającego Nie-świata - demonicznego odbicia Ziemi, Kostuch ma niesamowitą pamięć, dzięki której pamięta wydarzenia i rozmowy sprzed wielu lat oraz potrafi "wyczytać" historię miejsca ze ścian, natomiast Bliźniacy potrafili za pomocą siły umysłu drążyć tunele.
     Przygody Mordimera i jego kompanii są równie intrygujące, jak on oraz jego towarzysze. Pierwsze cztery tomy ("Sługa Boży", "Młot na Czarownice", "Miecz Aniołów" i "Łowcy Dusz") stanowią zbiory opowiadań tworzących jako-taką całość. Kolejne cztery części ("Płomień i Krzyż. Tom 1", "Ja Inkwizytor: Wieże do Nieba", "Ja Inkwizytor: Dotyk Zła" oraz "Ja Inkwizytor: Bicz Boży") opowiadają głównie o młodości Mordimera. 
     Jak dla mnie, dzieła Jacka Piekary to majstersztyki. Polecam z całego serca!


Ktoś Ktosiowski


O ile wiem, autor ma zamiar napisać jeszcze powieść "Czarna Śmierć" - kontynuację "Łowcy Dusz" - oraz kolejne części mini-cykli "Ja Inwkizytor" oraz "Płomień i Krzyż" Nie wiem jak wy, ale ja czekam z niecierpliwością!

środa, 25 kwietnia 2012

„Narrenturm” - Andrzej Sapkowski




Narrenturm” - Andrzej Sapkowski
Trylogia Husycka” - Tom 1

     Nie będę owijał w bawełnę – recenzuję właśnie dzieło wielkiego polskiego autora, twórcy „Sagi o Wiedźminie” (o której już może za dwa tygodnie). Panie i panowie, poznajcie „Narrenturm”!
Cała rzecz dzieje się w XV wieku, w czasie Wojen Husyckich (1419 – 1436) na terenie Śląska. Bohaterem książki jest młody szlachcic Reinmar de Bielau, nazywany Reinmarem z Bielawy – lekarz, uczony, a w dodatku znający podstawy zakazanej przez kościół magii. Poznajemy go w sytuacji, hmmm… intymnej. A mianowicie w chwili przyprawiania rogów Gelfradowi von Stercza. Niestety, przyłapany przez braci nieszczęsnego męża, musi uciekać, nieświadomie przyczyniając się do śmierci jednego z nich. Głowa rodu von Stercza, stary Tammon, poprzysięga zemstę młodemu Ślązakowi, wysyłając w ślad za nim płatnych zabójców. Tymczasem Reynevan stara się odnaleźć Adelę, żonę Gelfrada…
     Narrenturm to wspaniała książka przygodowa, pełna wyrazistych postaci, takich jak Szarlej, Samson Miodek czy sam Reinmar. Autor rzuca bohaterów po całym Śląsku, by w końcu dotarli do tytułowego Narrenturmu, Wieży Głupców…
     Krótko mówiąc: polecam wam tą książkę gorąco. Nie będę już strzępił języka, gdyż tej książki nie da się opisać w tak krótkiej recenzji.

Ktoś Ktosiowski

PS: Uważajcie na amatorskie egzorcyzmy! Skutki mogą być… nieprzewidywalne.

niedziela, 15 kwietnia 2012

„Wąż Marlo. Tom 1” - Marcin Wroński



Wąż Marlo. Tom 1” - Marcin Wroński

     „Jestem Marlo, wąż Marlo” przedstawia się główny bohater książki naszego rodaka. I to wystarczy, by zbuntowani chłopi kulili się ze strachu, hardzi najemnicy bledli i stawali się pokorni jak baranki, a niepokorni wasale nagle przypominali sobie o swoich powinnościach wobec władców. Węże bowiem to specjalna jednostka, szkolona na chwałę królom Aytlanu, by niosła wolę władców. I śmierć ich przeciwnikom. Każdy wąż jest szkolony w walce, rozwiązywaniu intryg, przybieraniu fałszywych tożsamości i… manipulacji ludzkimi umysłami. Właśnie ta ostatnia zdolność budziła największy lęk u ludzi. 
     Trening węża trwa cale lata. Przeżywają tylko najsilniejsi, którzy ponoszą jednak straszliwą cenę: staje się pozbawionym uczuć narzędziem. Po ukończeniu szkolenia otrzymuje symbol swego fachu – tatuaż przedstawiający węża i lwa. Znak ten nie jest powód do dumy, lecz oznaką niewolnictwa i utraty człowieczeństwa. Ale co by się stało, gdyby w jakimś wężu zostało trochę ludzkich uczuć? Kim stałby się wtedy?
     Książka Marcina Wrońskiego jest błyskotliwym dziełem, pełnym niespodziewanych zwrotów akcji i przykładem na to, że Polacy jednak wciąż potrafią zaskoczyć talentem pisarskim. A wielce obiecujący podtytuł „Tom 1” daje nadzieję na kolejne książki o wężach. Czekam z niecierpliwością, a was zachęcam do poznania historii Marla.

Ktoś Ktosiowski

"Kulka z chleba" - Jan Jakub Kolski




"Kulka z chleba" – Jan Jakub Kolski

     Wiedziałam, że Jan Jakub Kolski nakręcił piękne filmy (między innymi: Jańcio Wodnik, Pograbek, Afonia i pszczoły, Grający z talerza, Jasminum). Filmy, które po wielu latach wciąż tkwią mi w pamięci i wciąż mi się podobają. Ale zupełnie nie wiedziałam, że napisał książkę (książki?). I to książkę, która tak samo jak jego filmy nie jest prosta, a dająca do myślenia i poruszająca.
     Przyznam szczerze, że po kilku pierwszych kartkach miałam ochotę ją odłożyć i już nigdy do niej nie wracać. Nie mogłam strawić kilku stron na raz, odkładałam ją i wracałam, i tak przez kilka dni. Aż, okazało się, że tak naprawdę nie mogę się oderwać od opowiadanej, pokręconej historii, która nie miała jednego rozwiązania, ale wiele niezrozumiałych poplątanych wątków i podtekstów. Gmatwała mi myśli.
     Właściwie nie umiem wprost opowiedzieć o czym jest „Kulka z chleba”…o pisarzu, który poprzez pisanie zdaje się odkrywać siebie? o Żydach i ich niekończącej się, odwiecznej strasznej tradycji bycia Żydami i ich historii krzywd? o Polakach, którzy w obliczu wojny byli tak samo różni jak wtedy gdy wojny już nie ma – czyli i dobrzy, i źli – a może po prostu nie pasujący do wojny? o miłości, która wymyka się nam i nie potrafimy przyznać się, że to taka na całe życie?
     Pisarz, Stanisław Muskat, przyciągany tęsknotą do miejsc swojego dzieciństwa powraca do rodzinnych Popielaw i tam zaczyna pisać książkę. Powieść rządzi się swoimi prawami, pisze się jakby wbrew autorowi, poza jego postrzeganiem, sama. Spotkania z Marquezem i okolicznymi mieszkańcami jeszcze bardziej komplikują zrozumienie fenomenu pisanej historii. Fabuła to rozliczanie przeszłości, która jest gdzieś obok, ale nieuchwytna, bo rzeczywista historia miesza się z postaciami fikcyjnymi, z ich nierealnymi losami…Działa magia rozliczeń z przeszłością, sprawiedliwości dziejowej...?
     Książka mnie wzdragała, wstrząsała, czasem otwierałam oczy z niedowierzaniem, czasem ze zdziwieniem…a na koniec się najnormalniej popłakałam.

P.S.
     Nie powiem z czystym sumieniem, że wszystko zrozumiałam. Wydawało mi się, że przeczytałam już do tej pory kilka książek i wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać biorąc jakąś do ręki (ale byłam naiwna!). Okazało się, że takiej książki nie sposób się spodziewać.
P.S.
     Okładka: Mira Żelechower-Aleksiun.
aulik

sobota, 18 lutego 2012

"miłości wystarczy że jest" - Jan Twardowski


"miłości wystarczy że jest" - Jan Twardowski

     Czyste słowa i przejrzyste myśli. W wiersze ks. Jana Twardowskiego pomiędzy szarą rzeczywistość, a głowę w chmurach wpleciona jest wiara i miłość.
     Gdy po raz pierwszy wzięłam tomik „miłości wystarczy że jest” do ręki przeczytałam go od deski do deski, tak jak się czyta jakąś fascynującą powieść, a nie poezję, wiersze. Dopiero później wracałam do poszczególnych utworów i dostrzegałam ich proste piękno i wielowarstwowość zawartą w pozornie prostych sformułowaniach.
     Myślę, że dla osoby wierzącej te wiersze mogą nieść otuchę i przeżycie religijnego uniesienia. Dostrzeżenie Boga w każdym aspekcie naszego życia, w każdej drobnej czynności, w matczynych dłoniach…
Zaś dla tych, którzy nie szukają Boskiego Obrazu może się okazać, że miłość to nie tylko drgnienie serca, to przywilej kochania, nagroda i brzemię jednocześnie. Dla każdego miłość jest inna i może to wcale nie jest odkrywcze, ale jest piękne.
     Nie uważam się za jakąś szczególną znawczynię poezji. Ale szczerze podziwiam Poetów za ich umiejętności poruszania we mnie strun i uczuć, o których niekiedy zupełnie nie miałam pojęcia. A poetyckie niedopowiedzenia to lepsze niż terapia grupowa na moje czasami galopujące myśli i problemy. Szczególnie takie wiersze, pisane z głębi serca. Prawdziwe.
aulik

***
żeby wrócić

można mieć wszystko żeby odejść
czas młodość wiarę siły
świętej pamięci dom rodzinny
skrzynkę dla szpaków i sikorek
miłość wiadomość nieomylną
że nawet Pan Bóg niepotrzebny

potem już tylko sama ufność
trzeba nic nie mieć
żeby wrócić

***

ostatnia

wiara - to ufność na zawsze więc jedna
nadzieja - to czas bez pożegnań
miłość pierwsza - zupełnie jak cielę
bo patrzy w niebo
by zobaczyć ziemię

miłość ostatnia - to przeczucie piękna

***

będzie

koniku polny co żyjesz jedną tylko jesień
serce kochające niekochane
smutku w cztery oczy
bo mieszkanie za dwadzieścia lat
szczęście o tyle o ile
prawdo co obrażasz
ciotko której w dowodzie dzieciak dorysował brodę
dygnitarzu który zlecisz ze stołka

wszystko tak będzie jak ma być

***

przetrzyma

wzrusza mnie niebo
ciemne nie zawsze niebieskie
koper przydeptany
zwyczajna piosenka
znowu nie lekka
ale ciężka zima
baranek co ssąc matkę
pobożnie przyklęka
miłość tak poraniona
że i śmierć przetrzyma

***

jest

Bogu nie potrzeba
dowodów doktoratów tez
Bogu tak jak miłości wystarcza że jest

***

poniedziałek, 23 stycznia 2012

„Aleja samobójców” - Marek Krajewski, Mariusz Czubaj



„Aleja samobójców” - Marek Krajewski, Mariusz Czubaj

     Po przeczytaniu „Alei” nie mogłam się opędzić od myśli, że coś mi umknęło, że czegoś nie zrozumiałam. Nie do końca wiem dlaczego właśnie taki tytuł, hm... Może jak znajdzie się ktoś kto to przeczyta i zrozumie, to i mi wytłumaczy…:)
     Tak czy inaczej bardzo mnie wciągnął kryminał napisany przez dwóch panów, porwał upalnymi, szaro-burymi opisami Trójmiasta z 2006r. i dziwnymi postaciami uwikłanymi w kryminalny wątek. Cała intryga zaczyna się od zagadkowej śmierci jednego z rezydentów luksusowego domu seniora "Eden", który został zamordowany i bestialsko okaleczony. Jego palce są sklejone klejem, a ich ułożenie tworzy dziwną figurę. Równocześnie z pensjonatu znika inny mężczyzna, profesor, znawca rytualnego okaleczania i chirurgii... Podążałam śladem ponurych myśli głównego bohatera, Jarosława Patera (o, przepraszam Patra), który wchodzi w konflikt z kim popadnie i okazuje się tym z ostatnich sprawiedliwych dla których liczy się tylko prawda, no może z wyjątkiem poprawnej polszczyzny...
     Pomimo momentów, które nieznacznie spowalniały akcję, książka do połknięcia jednym tchem, byłoby miło, gdybym jeszcze zrozumiała skąd ten tytuł…
aulik